Wycieczka do sklepu motorowodnego

Pasjonuje się żeglarstwem od wielu lat – jestem również dumnym właścicielem małego jachtu motorowodnego, którym w każde wakacje pływam po popularnym jeziorze znajdującym się zaraz przy kurorcie. Postanowiłem więc zaprosić swoich znajomych na rejs. Dosłownie parę minut przed wypłynięciem przypomniało mi się coś strasznego – mój jacht nie był odpowiednio wyposażony.

Biegiem do sklepu z osprzętem

sklep motorowodnyPo otwarciu podpokładu okazało się, że kapoków wystarczy dla trzech osób – jednak wszystkich razem było nas sześcioro. Nie spodziewałem się że kiedykolwiek będę przewoził aż tyle osób, ale o taki brak wyobraźni mogłem oskarżać się w wolnej chwili. Znajomi zaproponowali pływanie grupami, ale ja stanowczo odmówiłem. Powiedziałem że zaraz wracam i zacząłem biec w stronę kurortu. Po paru minutach dotarłem do znajomego mi miejsca – do sklepu motorowodnego. Wszedłem i od razu zacząłem się rozglądać. Na szczęście Roman – bo tak nazywał się właściciel – musiał mieć niedawno dostawę, gdyż sklep motorowodny był świetnie wyposażony. Szybko streściłem sytuację Romanowi i razem zaczęliśmy wybierać kapoki – jeden bardzo duży i dwa mniejsze. Przed wyjściem rozejrzałem się za innym osprzętem. W rogu były nowiutkie pagaje, całe zwoje różnokolorowych lin i nierozpakowana jeszcze paczka karabińczyków. Przypomniałem sobie że lada dzień zaczyna się sezon żeglarski – stąd ta ogromna dostawa. Życzyłem powodzenia Romanowi i wybiegłem ze sklepu, zmierzając w stronę jeziora.

Mogę śmiało powiedzieć – rejs był ogromnym sukcesem. Wszyscy znajomi bawili się świetnie, zrobili wiele zdjęć i stworzyli wiele miłych, wspólnych wspomnień. Myślę że Żanetka najbardziej się zainteresowała żeglarstwem – być może po tym rejsie sama kupi łódź! Całe szczęście, że przypomniałem sobie o sklepie Romana. Bez niego cała wyprawa skończyłaby się fiaskiem.